FANDOM


Loch ness

Tatełe wchodzi mi do wanny i każe szukać potwora z Loch Ness

Tate - osoba, która każe szukać swojemu synowi - stulejarzowi potwora z Loch Ness w wannie, wchodzi synowi do tej wanny, bije kablem od prodiża itd.


Wielkousty Rycerzyk Edytuj

Tatuś zawołał mnie do swojego przestronnego gabinetu i z zafrasowaną miną przypatrywał się moim chudym kolanom, wytartym porciętom i poobgryzanym paznokciom. Poddawałem się tym oględzinom z miną winowajcy i niczym zlękniona łasica oczekiwałem wyroku. - Wiesz, że zasłużyłeś na karę - głos ojca był niski i stanowczy. Groźnie zawisł w próżni pokoju - Zdejmuj spodnie. Zdecydowanym ruchem sięgnął do paska. Łykałem cicho łzy i dusiłem w sobie szloch, ale nie śmiałem sprzeciwić się jego woli. Zdjąłem odzienie i wypiąłem blade pośladki wprost pod karzącą rękę rodzica. Jego szorstka i twarda dłoń spoczęła na mym karku a do mych uszu docierał odgłos razów wymierzanych starannie skórzanym pasem w moją różowiejącą intensywnie pupę. Wtem uchwyt ojca zelżał i już po chwili poczułem jak delikatnie i z rodzicielskim uczuciem masuje puchnące pręgi. Jego zręczne palce delikatnie masowały obolałą skórę. Niespodzianie chwycił mnie za jądra i mocno pchnął na biurko. Docisnął do zimnego blatu i zanurzył we mnie swój ojcowski narząd. Stęknąłem z wysiłkiem lecz nie miałem śmiałości przerywać rodzicowi odegrania błogosławionego aktu prokreacji, podczas którego sam zostałem poczęty. Jedynie zaciskałem rytmicznie pośladki w miarę skromnych możliwości pracując rozpychanym ponad wszelkie granice zwieraczem. Dyszałem cichutko w tej męce, która z każdą chwilą stawała się coraz mniej bolesna gdyż na samym dnie świadomości czułem już drobny strumyczek rozkoszy jaką napełniał mnie ogromny trzpień tatusia. Wystrzelił we mnie niczym artylerzysta broniący swego życia na polu bitwy. Zamarł na chwilę a później, z wyraźnym wysiłkiem wyszarpnął z mojego wnętrza ociekający życiem pal. - Klękaj - wychrypiał. Posłuszny jego woli klęknąłem z pokornie spuszczoną głową. Wepchnął mi go do ust. Gorącego, lepkiego, kapiącego śluzem, ale na powrót twardego i pełnego życia. Chwycił mą płową grzywkę i zaciskając palce na jedwabistych splotach moich włosów, nadał mej głowie rytm, który najbardziej mu pasował. Starałem się stanąć na wysokości zadania. Ukrywałem zęby pod miękką poduszką warg lecz mimo to drżałem niczym w febrze, że niefrasobliwa jedynka wymknie się bądź wyślizgnie spod tego zabezpieczenia rysując ojcowski skarb brzydką rysą. Gwałtownie wyszarpnął penisa, spojrzał mi głęboko w oczy, uderzył w ramię i bryzgając nasieniem obficie wyszeptał. - Znieś to uderzenie, żadnego nie bolej. Spojrzałem zdumiony w jego surową twarz, którą w tej chwili rozjaśniał dobrotliwy uśmiech. Przepełniony szczęściem ucałowałem jego rodzicielskie, nabrzmiałe gały i pognałem niczym na skrzydłach do swojego pokoju. Tak oto w wieku dwudziestu lat zostałem przez własnego ojca pasowany na rycerza. Do dziś z rozrzewnieniem wspominam ciepło jego ogromnego penisa buchające mi w twarz i mokrą strugę życiodajnej magmy spływającej po mych pyzatych, pokrytych dwudniowym zarostem policzkach